W pogoni za piłką

Wszyscy jesteśmy kibicami. A tuż po wojnie w Lęborku rozgrywki piłkarskie były najpopularniejszą dyscypliną sportu. Mieszkańcy miasta identyfikowali się z zawodnikami „Kolejarza”, „Gwardii”, "Pogoni"...

W dni meczowe, a nawet w dni treningów, na ul. Zwycięstwa rozlegało się skrzypienie korków i radosne rozmowy chłopców, którzy odprowadzali drużynę „Kolejarza” ze świetlicy przy siedzibie klubu (obecnie mieści się tam „Arteks”) na stadion przy Państwowym Gimnazjum i Liceum im. Stefana Żeromskiego.    

Same mecze gromadziły sporo widzów, średnio powyżej 1500 osób, często całe rodziny. Bilety sprzedawano po 3,2, i 1 zł - w sumie nie były drogie, ale i tak część publiczności wchodziła na stadion wyrywając deski w płocie. Ci bardziej praworządni stawiali przy ogrodzeniu rower, stawali na siodełku i oglądali mecze zza drewnianego płotu.

Zawodom sportowym towarzyszyły często zaskakujące wydarzenia. Na płytę boiska potrafiło wbiec małe dziecko z okrzykiem „Ja chcę do taty!” akurat w momencie gdy ten miał strzelić bramkę. Zdarzało się, że w pogoń za biegnącym zawodnikiem ruszał pies wywołując wśród publiczności salwy śmiechu. Po jednym z pojedynków sędziowie musieli schronić się w drewnianej kasie biletowej, ponieważ  kibice chcieli wyjaśnić z nimi sporne kwestie. W efekcie arbitrzy wywiezieni zostali ze stadionu specjalnie podstawionym samochodem.

Najgorętszymi fanami byli chłopcy, których marzeniem było trafić do „Kolejarza”. Zaciekłe pojedynki toczono na podwórkach oraz na piaszczystym boisku do piłki ręcznej przy głównej murawie stadionu. Rozgrywano je nawet podczas trwania mistrzowskich meczy piłkarskich. Zapewne wówczas tych najbardziej utalentowanych wyławiali działacze klubowi. Tak właśnie do drużyny juniorów trafił 13-letni Ryszard Górny. Adept, oprócz zgody rodziców, musiał posiadać własne trampki lub tenisówki.

O sprzęt i ubiór nie było łatwo. Na podwórkach grywano gumowymi piłkami. Marzeniem każdego chłopca była skórzana.  Składała się ona z oddzielnej dętki z tzw. „cyckiem”. Dętkę wkładano do okrągłej skóry, a po napompowaniu cycek trzeba było mocno związać i schować pod skórą. Dzisiejsi piłkarze nie mogą sobie wyobrazić jak trudno było grać dętkową, często namokniętą piłką. Przyjęcie bardzo ciężkiej piłki na głowę lub otrzymanie uderzenia w nieosłonięte części ciała, pozostawiało ślad jak po ranie pooperacyjnej.

Uczestnicy podwórkowych zmagań grali często na boso i rzadko się zdarzało, aby którykolwiek posiadał buty piłkarskie z korkami wbijanymi gwoździami w podeszwy. Takie to były czasy...

#lęborskieczwartki na podstawie:  R.Górny„70 lat z LKS @Pogoń Lębork”, B. Libich „Lęborski sport w czasach stalinizmu”
Materiały zamieszczone na stronie dostępne na licencji CC BY-NC

#lęborskieczwartki #kultowemiejscaLęborka #kultowyLębork

Projekt „Kultowe miejsca Lęborka” dofinansowany ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach programu „Patriotyzm jutra”

Na boisku przy LO. Fot. z @Lębork w PRL-u
Boisko przy LO, lata 50.
Na boisku przy LO. Fot. z @Lębork w PRL-u
Przed siedzibą klubu "Kolejarz". Tu zawodnicy przebierali się i szli na boisko. Fot. ze zbiorów Jerzego Markowskiego
Zawodnicy "Kolejarza" (1950)
Zawodnicy MKS-u
Zawodnicy "Kolejarza" (1950)
Drużyna podwórkowa. lata 50. W składzie Ryszard Górny

Zobacz także:

Roszarnia

Roszarnia

Odziarnianie, roszenie, międlenie, trzepanie czyli co działo się w Roszarni
Bary

Bary

"Muszelka" i nie tylko
Beczkarnia

Beczkarnia

O leżakach i beczkach słów kilka.
Septymy

Septymy

Muzyczna wizytówka Lęborka