Leszek Wołosiuk

LEGENDA   PRADOLINY - ,,SKARB  OSADNIKÓW"

 

Przed wiekami na wschodnich krańcach doliny rzeki Łeby żyli osadnicy, sprowadzeni przez zakon krzyżacki. Wielki Mistrz zakonu  Dietrych von Altenburg postanowił  zagospodarować wielkie połacie ugorów i torfów. Powstała osada Karolinenthal (Żelazkowo). Lud pracował przy kopaniu rowów nawadniających w starorzeczu. Wspomagały ich rodziny  z pobliskiego Vitoradz (Chocielewka). Ciężko pracowali  na utrzymanie swoich rodzin. Żony osadników poławiały w rzece ryby i raki. Gotowały zupy korzenne i szczawiowe. Na pastwiskach wypasano kozy. Kobiety codziennie spoglądały na zachodzące słońce, ponad morenowymi wzgórzami. Mówiły do swoich dzieci, nadchodzi czas powrotu waszych ojców z pracy. Wieczorami ojcowie opowiadali do snu swojej dziatwie - bajki o krasnoludkach i pasterzach z Niebędzina, często śpiewali kołysanki o zajączkach i ptakach. Dzieci zasypiały na siennikach z siana i trzciny. Spracowane dłonie osadników czasami zaciskały się w pięść. Buntu jednak nie podnosili. Harowali z dnia na dzień. W takich momentach gdy było smutno, rozpalano ognisko, a dziewczęta mówiły poezją.

 

Wśród morenowych wzgórz                           

wartka rzeka szemrze                                        

rozwieszone chmury całuje słońce,                                                                  

smakujemy zapach łąkowych ziół.                 

Gwiazdy mrugają w nieboskłonie.

                                                                              

spoglądamy na poranną rosę                            

lśni srebrem ciszy,

w nurcie rzeki figlują ryby i raki

w zakolach ucztują ptaki.

 

podziwiamy  tęcze  motyli

tu dla szczęścia śpiewa kukułka

orzeł bielik szybuje dostojnie

zachód słońca żegna dzień.

 

śpiew słowika rozdaje nadzieję

marzymy o szczęściu wśród drzew,

na zielonych łąkach stąpają bociany

w horyzoncie klucze żurawi,

pradolina jest naszym skarbem.

 

W pejzażu doliny widać było ule wyżłobione w pniach drzew. Pity miód chronił  przed chorobami dzieci i dorosłych. Najstarszy z osadników - Bismark go zwali, często opowiadał o skarbach zakopanych przez rzecznych handlarzy, płynących do morza. Żony kwitowały to śmiechem. Mijały lata, pewnego dnia młoda zakochana para Ruth i Ernst, spacerowała  po wrzosowym dywanie. Nagle zawołała: zobacz Ernst tam ognik świeci. Nie był to robaczek świętojański lecz promyk z ziemi, wśród rosnących brzóz. Powiadomili osadników z osady Karolinenthal  Żelazkowo. Senior osadników, Bismark zebrał kilku chłopów i wielkie łopaty. Zakochani poprowadzili ich do ciekawego zjawiska. Kopali trzy dni, nagle wielkie zdumienie - natrafili  na głaz. Pasterze owiec i kóz, przekazali wieść o głazie żonom z osady.  Pośpieszyły z pomocą zabierając młodych bartników i powrozy. Po mozolnej pracy wydobyto głaz na powietrznię ziemi. Pod głazem nie było skarbów. Powrócili do chałup zawiedzeni i smutni. Nazajutrz popadał ulewny deszcz.

Po trzech dniach wspomniana para, ponownie spacerowała utartą ścieżką swojej miłości. Zbliżając się do miejsca wydobytego kamienia, oślepił ich złocisty blask. Panna Ruth oniemiała, rzekła do narzeczonego, ten głaz jest bryłą złota. Dotykali dłońmi na szczęście, oczarowani zjawiskiem w dolinie rzeki. Pobiegli do swoich krajan, przekazując wieść o swoim odkryciu. Nowina lotem błyskawicy rozniosła się wśród chłopów. Z niedowierzaniem pomaszerowali w miejsce wydobytego kamienia. Kobiety dotarły pierwsze, fartuszkami oczyszczały bryłę. Śpiewały o szczęściu w tym trudnym padole. Snuły głośno swe zamiary ze swojej części złotego  skarbu. Wówczas senior Bismark rzekł do zgromadzonych, nie będzie żadnego podziału. Znalezioną bryłę złota zawieziemy do komtura zakonu,  urzędującego w zamku krzyżackim w Lauenburg - Lęborku. Wypłacą nagrodę, a to nam wystarczy na zbudowanie dwóch nowych osad i zakupu krów. Nie było to po myśli niektórych chłopów i ich żon. Szemrali gdy ładowano bryłę złota na sprowadzony z miasta wielki, niski wóz.

Wieziono skarb traktami przez Żelazkowo, a następnie traktem Chocielewskiej Góry. Senior który podążał daleko za taborem - był zdziwiony, dlaczego nagle zmieniono i wybrano trasę pod górę. Gdy powóz dojechał do szczytu, osadnicy zatrzymali się na odpoczynek. Był już wieczór, ściemniało dookoła. Nagle usłyszano łoskot, chłopi bryłę złota spychali w dół doliny, by skarb zatrzymać do podziału. Zagrzmiało, błyskawice przecinały dolinę, ulewny deszcz rozmywał drogę. Złocisty skarb stoczył się tylko na pobocze. Nastał świt, osadnicy ujrzeli zamiast złota, wielki kamień z granitu. Senior osadnik - Bismark go zwali, wszedł na głaz i oznajmił: ZGODA BUDUJE, NIEZGODA RUJNUJE. Popatrzcie w dół na pradolinę, tam są skarby przyrody dla nas i pokoleniom na  stulecia. Tam gdzie wykopaliśmy złoty kamień, powstanie czarny staw ze złocistymi kaczeńcami.

Do dziś leży legendarny kamień przy drodze do Chocielewka od strony doliny.

Bismark go nazwali. Wystarczy na nim położyć dłoń, spojrzeć w dolinę i zobaczyć skarby nad skarbami. Niebieską wstęgę rzeki Łeby, pasące się stada krów, pachnące kwieciste łąki. Przy tajemniczym stawie w sercach romantyków rodzi się poezja. W pobliżu orzeł bielik wymościł dla siebie gniazdo - czuwa nad skarbami. Spójrzcie na krajobraz ze  wzgórza Chocielewka.    

 

                                                                                   Autor  legendy – Leszek Wołosiuk

Miejska Biblioteka Publiczna w Lęborku