Krótka historia o długiej miłości, A. Kuźniak, E. Karpacz-Oboładze

Krótka historia o długiej miłości, A. Kuźniak, E. Karpacz-Oboładze

Ich historia wydaje się nieprawdopodobna. Poznali się w stalinowskim więzieniu, chociaż nigdy się w nim nie spotkali, tylko stukali do siebie przez ścianę alfabetem Morse'a. To wystarczyło, żeby pojawiła się miłość, która przetrwała pół wieku.

Niewiele jest książek reporterskich o miłości. A jeżeli już są, to rzadko bywają dobre. Niedoścignionym wzorem jest tutaj bez wątpienia zbiór reportaży „Polskie miłości” Andrzeja Mularczyka, w którym autor opowiada niesamowite, niewiarygodne i wzruszające historie z wielkim uczuciem w roli głównej.

Angelika Kuźniak i Ewelina Karpacz-Oboładze też opowiadają historię, która dziś nie mieści się w głowie. Chociaż jak się okazuje, takich „morse'owych” znajomości, przyjaźni i związków było więcej. Wyjątkowość przypadku Śmiechowskich polega jednak na tym, że prawdopodobnie jako pierwsi spośród par, które poznały się w więzieniu, wzięli ślub i przeżyli ze sobą ponad 50 lat.

W krótkim tekście na temat tej książki Bernadetta Darska napisała m.in. „Reporterki nie są zainteresowane niczym poza tytułową historią miłosną. Nie dowiemy się więc, co powodowało Jerzym Śmiechowskim, kiedy z łatwością rezygnował ze swojego małżeństwa, co powodowało jego ojcem, kiedy z czułością witał Wiesławę Pajdak, wiedząc, że jego syn ma żonę, co myślała o całej sytuacji żona Jerzego, co czuła Wiesława, kiedy dostała obrączkę przerobioną z pierwszej obrączki przyszłego męża, jak sobie poradziła Wiesława z wiadomością o śmierci matki i jak wpłynęło na nią spotkanie ojca, powracającego po wielu latach z łagru, nie dowiemy się też, jak wyglądało życie bohaterów na wolności – to codzienne, zapewne z jakimiś problemami, bo takie są udziałem każdego. Autorki rezygnują z zadawania pytań, z szukania, z wielogłosowości”.

Owszem, autorki skupiają się w książce na jednym tylko wątku. Ale nie jest tak, że „nie są zainteresowane niczym poza tytułową historią”. Oprócz historii miłości otrzymujemy w książce drugą poruszającą opowieść – autorki świetnie przypominają czym był stalinizm, jak funkcjonował, jak niszczył jednostki i całe rodziny. Stalinizm przedstawiany jest w książce z bardzo bliska poprzez szczegół – np. opisy tego, jak była ubrana główna bohaterka, kiedy szła do więzienia, albo tego, co jedli w Boże Narodzenie więźniowie, mówią o realiach tamtego systemu dużo dosadniej niż historyczne opracowania.

Zgodzę się też z tym, że ta książka byłaby z pewnością ciekawsza, gdyby autorki rozszerzyły ją o wątki, o których pisze Darska w swoim tekście, ale brak tych wątków wiele całej opowieści nie szkodzi. Nadal jest ona atrakcyjna, ciekawa i poruszająca.

Z Darską mogę zgodzić się w innej kwestii. Mianowicie zwraca ona uwagę, że dużą część książki zajmują obszernie cytowane listy bohaterów. „W efekcie mamy do czynienia przede wszystkim z rodzajem, tak to ujmijmy, antologii epistolarnej, a nie z reportażem” - pisze krytyczka. Choć trzeba zaznaczyć, że reportażu w tej książce nie brakuje. I jest to reportaż świetnie napisany, nie tylko dobrze operujący szczegółem, o czym pisałem powyżej, ale po prostu odpowiednio skonstruowany, grający suspensem, niedopowiedzeniem, czasem aluzją.

Źródło: www.czytamrecenzuje.pl

Miejska Biblioteka Publiczna w Lęborku