Słowa Joanny Papuzińskiej są jak zabawki

Słowa Joanny Papuzińskiej są jak zabawki

 

1.jpg


„Nasz dom pełen był książek i piosenek. I z jednych i z drugich płynęły słowa, 
a ja słuchałam i z tego wszystkiego sama zaczynałam się bawić w słowa. 
Bo słowa, to były takie dobre zabawki, które zawsze miało się ze sobą 
i do ich noszenia niepotrzebne były ani kieszenie, ani żadne torebki. 
Słowa można było rozbierać i ubierać jak lalki, ustawiać i przestawiać 
jak klocki i tworzyć z nich różne budowle.”
[fragment z książki pt. „Darowane kreski”]

 

O autorce

 

2.jpg


 

Joanna Papuzińska

 

Profesor zwyczajny nauk humanistycznych, wykładowca i pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego, krytyk literacki, autorka wielu rozpraw dotyczących literatury dziecięcej. Ukończyła Wydział Dziennikarski na Uniwersytecie Warszawskim. Członkini Zarządu Polskiej Sekcji IBBY. W 1996 otrzymała Nagrodę Ministra 
Kultury i Sztuki za działalność w dziedzinie upowszechniania kultury. 
Była inicjatorem powstania i redaktorem naczelnym miesięcznika 
„Guliwer” (do 2002). Współpracuje z czasopismami dla dzieci.

Prozaik i poetka. Ma w swoim dorobku rozprawy i artykuły z dziedziny krytyki literackiej, czytelnictwa, bibliotekoznawstwa i literatury dziecięcej oraz słuchowisk radiowych. 
Jej twórczość dla dzieci charakteryzuje się łączeniem baśniowości z realizmem współczesnego życia. Humor towarzyszący czytelnikowi podczas lektury jej utworów rozładowuje nieuświadomione lęki, pozwala dziecku postrzegać świat jako miejsce przyjazne i wszystkim życzliwe. 



Joanna Papuzińska urodziła się w tym samym roku, w którym wybuchła wojna - 3 stycznia 1939 w Warszawie.

 

W bieżącym roku obchodzi 75 urodziny.

 

3.jpg


W książce „Darowane kreski” opisuje codzienne życie w tym trudnym czasie, opowiada jak radziła sobie jako mała dziewczynka w czasie wojennej rzeczywistości. Autorka 
w sposób niezwykle ciepły prezentuje obraz dzieciństwa szczęśliwego, mimo dramatycznych wydarzeń, w jakich przyszło je przeżyć, podbudowanego miłością 
i uczącego pełnego miłości otwarcia na świat i ludzi.
Książka ukazuje świat dzieciństwa, pełen rodzinnego ciepła, a w jego centralnym punkcie dom – ostoję i schronienie dla wszystkich.

 

4.jpg

Dom

„Nasz najpierwszy dom z jednej strony miał miasto, brukowane ulice, tramwaje 
i podwórka, a z drugiej strony – szczere pole, za którym codziennie chowało się słońce. 
Przed domem był niewielki pagóreczek, na który można było godzinami wdrapywać się i zbiegać „z górki na pazurki”. Pachniały psie rumianki, małe zaś i bardzo parzące pokrzywy lubiły przypiekać stopy przez dziurki w sandałach i nie było żadnych trawników, które trzeba by omijać. Z ogródków i pól płynęły zapachy rozgrzanych roślin, kwiatów 
a moim towarzyszem zabaw był Staś, syn pana dozorcy, do którego wołało 
się „Stachu, kury na dachu”, ale nie pamiętam, by obrażał się o to, tylko raczej odkrzykiwał „Joanna – kasza manna”.
Ze słońca prosto wchodziło się do chłodnej bramy, a za bramą było podwórze, osłonięte płaczącą wierzbą, która mimo swojej płaczącej nazwy była drzewem bardzo wesołym, łaskotała nas zwisającymi gałązkami, a chłopcy, tacy jak Staś czy Adaś, łatwo wdrapywali się na nią.” 
[fragment z książki pt. „Darowane kreski”]
 

5.jpg
Szkoła

„Szkoła była naprawdę, ale jeśli porównać ją z dzisiejszymi szkołami, wcale nie była prawdziwa. Nie był to żaden gmach, ani budynek, tylko mieszkanie, wprawdzie przestronne i wielopokojowe (…) Długi korytarz prowadził do pokoju, gdzie stały ciasno ustawione małe ławki.
W tych ławkach – mnóstwo, mnóstwo dziewczynek – dużych i małych, ostrzyżonych i warkoczastych, wystrojonych i ukokardowanych, ale także ubranych biednie, szaroburo. W każdej ławce ubite były po trzy dziewczynki i w całej klasie – ani jednego chłopaka (…)
Zaczęła się lekcja, która była jedną wielką torturą. Trzeba było pisać 
w zeszycie piórem i atramentem. Dostałam wprawdzie przed pójściem 
do szkoły piękny drewniany piórnik z przegródkami, cieniutką obsadkę 
z wyrzeźbioną na końcu głową górala w kapelusiku, a także aż trzy nowe stalówki – 
ale zupełnie nie umiałam sobie z tym wszystkim poradzić. 
Kałamarze z atramentem umieszczone były w specjalnych okrągłych dziurach w ławce. Ale dla oszczędności – bo brakowało czy to kałamarzy, czy to atramentów, znajdowały się one nie w każdej ławce, ale w co drugiej.”
[fragment z książki pt. „Darowane kreski”]
 

6.jpg


 

Biblioteka

„Wkroczyliśmy do sali pełnej małych krzesełek ustawionych rzędami, 
na których tłoczyły się niezmierne rzesze dzieci. Dostałam i ja jakieś miejsce, 
na podłodze co prawda, ale za to blisko sceny. Zgasło światło, gdzieś 
przede mną rozsunęła się niewielka kurtyna i zaczęło się przedstawienie kukiełkowe 
z bardzo długim tytułem, a także smokiem, szewczykiem, królewną i królem. (…) 
Ale okazało się, że wcale nie tylko o przedstawienie tu chodzi. 

Gdy szewczyk przepisowo zabił smoka i uratował królewnę, a kurtyna zasunęła się, niektóre dzieci wymknęły się do domu. Inne zaś zostały i zaczęły kręcić się 
po sali, rozstawiając krzesła i stoliki. Po sali, która – dopiero teraz 
to spostrzegłam, zastawiona była rzędami półek pełnych książek, książek, książek! …
BIBLIOTEKA! Jak mogłam jej nie poznać ja, biblioteczne dziecko!
Ów ktoś kto mnie przyprowadził, wyłonił się z jakiegoś zakamarka. Podeszliśmy 
do malutkiej pani w okularach, a była to jak się potem okazało, pani Felicja, 
ze swymi puszystymi i nastroszonymi włosami podobna do dobrotliwej sowy 
i ona zapisała mnie do biblioteki.
Ta biblioteka stała się moim skarbcem nad skarbcami.
Wszystkie książki miały tu czerwone, zielone lub granatowe grzbiety, 
z tytułami wpisanymi zgrabniutko białą farbą. 
Za naszymi plecami stoliki zostały rozstawione i okolone wiankami krzeseł.”
[fragment z książki pt. „Darowane kreski”]

7.jpg

 

W gąszczu książek
 
8.jpg


„KSIĄŻKI powojenne znane mi z domu i z księgarni, wyglądały czasem, 
jak by to powiedziały moje koleżanki, „ścierkowato”. Użalałyśmy się z panią Felicją nad ich szarymi kartkami i mało kolorowymi ilustracjami. Za to te „przedwojenne”, 
jak stwierdzałyśmy, drukowane były na dość grubym, często kremowym lub żółtawym papierze, matowym, a nawet trochę kosmatym, przypominającym w dotknięciu zamsz czy welwet. Brzegi kartek były lekko wytarte, zaokrąglone, a płócienny grzbiet okładki utracił już swą sztywność, przypominał teraz materiał na letnią bluzę czy fartuszek. 
Był to znak, że książki wielokrotnie już otwierano, lecz że obchodzono się z nimi ostrożnie i czule.” 
[fragment z książki pt. „Darowane kreski”]
 

Książki 

 

Joanny Papuzińskiej
 

9.jpg

Kariera Joanny Papuzińskiej zaczęła się od dziecinnej, flanelowej piżamy kupionej  dla córki. Inne piżamy były w banalne paski albo kropki. Żółte, rozbrykane tygryski na tej nowej robiły wrażenie. Po prostu taką piżamę chciało się nosić. No i oczywiście pisać o niej.
 

10.jpg11.jpg

12.jpg

To historia pewnej mamy, która posiada magiczne umiejętności. Dzięki temu jej mali synowie mają dzieciństwo pełne niesamowitych przygód. 

„Nasza mama wygląda całkiem zwyczajnie. Lubi się z nami bawić i zawsze nam pomaga, kiedy coś jest nie tak. Wczoraj w nocy ulepiła z ciasta kawałeczek rożka, który obłamał się księżycowi. Wielkoludowi z naszego podwórka też pomogła a znów bawi się z nami 
na podwórku. Bo to był po prostu mój nadęty kolega! A kiedy potwór zajrzał do naszego okna podczas kolacji - poczęstowała go sałatą. Okazało się, że jest bardzo łagodny! 
Mama od razu to wiedziała”.
 

13.jpg


Niby zwyczajna książka, a jednak nie do końca. Całość składa się z sześciu opowiadań i każde z nich jest zabarwione nutką czarów. „Nasza planeta jest uśmiechnięta. Zaczarowana. I zupełnie magiczna! To właśnie tutaj mieszka Antek, który wreszcie zaczął się sam ubierać, pomagając sobie przy tym zaklęciami. Tu, na pozór w zwykłej szkole, pracuje druhna ciotunia, która czaruje, kiedy nikt nie patrzy. To z tutejszego planetarium można… wylecieć hen wysoko, w kosmos! Każdego dnia naszej planecie dzieje się coś niesamowitego. I jak tu się nie uśmiechać?”
 

14.jpg


Kołysanki towarzyszą nam od zawsze. Dzięki nim z łatwością zasypiamy i mamy 
kolorowe sny.
Do zbiorku kołysanek Joanny Papuzińskiej dołączona jest płyta CD z muzyką Kai i Janusza Prusinowskich w wykonaniu Kapeli Świerszczy.

BAJKA O ŚNIE

Przyszedł sen kosmaty,
włożył szlafrok taty,
siadł przy mnie na krześle
z kubeczkiem herbaty.
Srebrną łyżką dotknął powiek,
Srebrne myśli zasiał w głowie.
Wygnał gwiazdy na pastwisko,
Księżyc mu się kłaniał nisko.
 

15.jpg


Hulajnocka to zbiorek wierszy, w którym poetka, Joanna Papuzińska, zaprasza dzieci
do poznania tajemnic świata przyrody. Spotkacie tu gadające modrzewie, dowiecie się czegoś o bajdule i Szumikraju. Wokół rosną muchomory, świecą nocą opieńki, przy drodze leżą mirabelki. Góra zaprasza do zabawy, w miasteczku, na skwerku bawią się śniegowe bałwany. 

Autorka pyta się Was:
- Kto tu spać chce?
- Kto tu ziewa, gdy taka piękna jest ulewa?
- Hulaj-nocka, brykaj -nocka!

W tomiku znajdują się m.in. wierszyki:
Góra
Pod Bajdułem
Kołysanka lisków
 

16.jpg


Zbiór 25 wierszy-kołysanek przynoszących ciepły, spokojny sen. Czytelnik znajdzie tutaj kołysankę lisków usypiających małą dziewczynkę, kołysankę z ogrodu sprowadzającą 
na wszystkich jego mieszkańców dobry sen, spełniające marzenia spadające, srebrne gwiazdy czy też tytułowy mały księżyc, który leżąc w kolebce przygotowuje się do nocnej drzemki.

Psisko
Słońce nisko,
wieczór blisko.
Śpi na trawie stare psisko.
Sny ma piękne, łaciate,
pachnące babim latem,
chmurą, wichurą,
mysią dziurą,
siwym dymem z ogniska
- wszystkim, co lubią stare psiska.
 

17.jpg


Bohaterką książeczki jest kilkuletnia Agnieszka, która kiedy tylko mama wróciła z pracy, wdrapała się jej na kolana i zaproponowała nowoczesną bajkę o kotku. Malutki kotek szukał w nocy swojej mamusi. W poszukiwaniach, niełatwych zresztą, pomagał mu piesek zaniepokojony łzami kotka. Piesek poprosił kotka, by opisał mu swoją mamusię 
to pomoże mu ją odnaleźć. I tak oto zwierzątka rozpoczęły swoją wędrówkę 
po mieszkaniu, bowiem opisy kotka wskazywały na coraz to inne przedmioty.

“Placek zgody i pogody” to mądra, poetycka, ale nieco trudniejsza historia 
z Agnieszką w roli głównej. Dziewczynka, skulona w kąciku swojego pokoju, przestraszona chmurnymi nastrojami rodziców, marzy.... I poznaje kogoś, kto ze świata tych marzeń przybywa do Niej i dla Niej. Kogoś, kto podpowiada, jak upiec ciasto na zgodę, jak nałapać do niego słonecznych promieni i jak rymowankami zaczarować, by nabrało czarodziejskich właściwości.... Snuje się ta opowieść niczym zapach, który wytrąca z równowagi i letargu pogniewanych rodziców Agnieszki... Niczym zapach, który i nas otula złocistym aromatem słonecznego placka. Placka Zgody i Pogody... Obyśmy wszyscy mieli szansę go spróbować!
 

18.jpg


W "Asiuni" Joanna Papuzińska opisuje fragment swojego dzieciństwa. Asiunia (rocznik '39) zaczyna swoją opowieść od piątych urodzin, od tego dnia, kiedy „była moja wojna, wcześniej nic nie pamiętałam, bo byłam jeszcze za mała”. Asiunia doskonale opisuje wojenną codzienność, z właściwym dzieciom stoickim spokojem, przyjmując do wiadomości to, co mówią jej dorośli („bo jest wojna, bo jest wojna, bo jest wojna”). Razem z Asiunią obserwujemy zmieniającą się sytuację w Warszawie (łapanki, Powstanie, zbliżanie się frontu) i to, jak próbują sobie, wobec tych zmian, radzić dorośli. 
Dzieci są po prostu dziećmi, bawią się w przedszkolu, lubią się śmiać jak zawsze, choć jak pisze Asiunia, jej starsi bracia byli w ciężkiej sytuacji, bo wojna wymusiła na nich nagłe dorośnięcie. 

 

19.jpg

Rozwesołki czyli wiersze zagadkowe. Kiedy byłam mała lubiłam bawić się w słowa. Mówiąc szczerze, były to najlepsze moje zabawki. Bawiłam się w to z bratem, koleżankami i kolegami w szkole, na koloniach letnich. Nigdy nie mieliśmy dosyć. Teraz, na stare lata, przypomniałam sobie niektóre takie zabawy i poubierałam je w wiersze. Dlatego oprócz normalnych wierszyków znajdziecie w tej książce wiersze nienormalne, pokręcone i powiązane na supełki, a do Was będzie należało je poodkręcać i porozwiązywać. Mam nadzieję, że nie będzie to dla Was ani zbyt trudne, ani nudne. Dla zachęty dodam, że rozsupłany wierszyk można przepisać w zeszycie lub na komputerze, wysłać do wydawnictwa MILA i czekać na nagrodę. 

Joanna Papuzińska
czyli 
Annaoj Aksńizupap
 

20.jpg


„Agnieszka i Antek nie mogą się doczekać Wigilii, a przede wszystkim prezentów. A skoro nie mogą się doczekać, to się kłócą. A skoro się kłócą, to muszą coś spsocić. I psocą - zrzucają paprotkę. Ale to, oczywiście, nie wszystko - nie po to na początku książki zrzuca się paprotkę, żeby niczego nie znaleźć w skorupach pękniętej doniczki. I rzeczywiście doniczce był ukryty kluczyk. Kluczyk - jak się okazuje - niezwykły.” 
W dalszej części opowiadania rodzeństwo trafia do całkiem nieznanych ludzi 
i wpada w wir niesamowitych wydarzeń.
 

21.jpg22.jpg

Urocza, pełna humoru i ciepła bajka dla najmłodszych, z cyklu "Perełki Mili" .

- Pucybutki? A któż to taki? - zakrzyknęła chórem cała reszta rodziny. 
- Krasnoludki - pucybutki. No, wiecie, takie malutkie. - pokazał palcami.
- Ale skąd? Jak? Niemożliwe! - rozległy się dalsze okrzyki.
- Jak babcię kocham! Spotkałem je na schodach pod drzwiami, jakieś takie były zziębnięte i zbiedniałe... No to je wpuściłem do domu. No i czyszczą.
- A więc to tak... - powiedziała mama.
- Ach, jeśli tak, to w porządku - uspokoił się tato.

Wy nie wiecie, a ja wiem, że
czasem w domu coś tam szemrze,
coś chichocze, coś mamrocze,
coś ukrywa się pod kocem!
W kuchni brzęka coś w szufladach,
jakby łyżki ktoś przekładał.
Czasem coś cichutko westchnie,
coś się przemknie bezszelestnie,
takie śmieszne, takie małe...
Myk - i znika za regałem!
I ukrywa się wśród książek
zanim je zobaczyć zdążę...
Cicho... cicho!
Skąd ten chichot?
Krasnoludku,
ZARAZ WYCHODŹ!

Wystawę przygotowała: Emilia Wenta, Miejska Biblioteka Publiczna w Lęborku
Ilustracje rodzinne autorki pochodzą z książki „Darowane kreski”.

Miejska Biblioteka Publiczna w Lęborku